Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do komunii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do komunii. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 kwietnia 2015

Z pamiętnika matki pierwszokomunijnej - odc. 3 2014/2015

Komunia tuż, tuż.

Nasze przygotowania do komunii dobiegają końca. Alba zakupiona, buty w szafie, jeszcze wianuszek i rękawiczki. Dziecko całe szczęśliwe.
 Zastanawiam się, jak Sonia będzie przeżywać tę ceremonię. Czy rzeczywiście odczuje połączenie z Jezusem, takim jakiego jej przedstawiono podczas przygotowań?Ciekawie było na egzaminie u księdza - nie spodziewałam się, że będzie tak wyluzowana. To już nie te czasy, kiedy człowiek prawie nie spał, tylko zakuwał cały modlitewnik - widzę w córce przejaw nowego podejścia do nauki...

Zauważam zmianę w jej postawie, jest już taka dojrzała. Zastanawiam się, czy sprawiły to przygotowania do komunii, czy może fakt, że w tym roku kończy 10 lat... Łapie mnie nostalgia i tęsknota za Sonią, taką z wczesnych lat jej dzieciństwa...
rok 1986

Pamiętam moją komunię - całą, z detalami. Dla mnie to był pierwszy etap wchodzenia w świat "dorosłych", mogłam już dużo więcej, byłam coraz bardziej samodzielna. Ci wszyscy goście i ja tak odświętnie ubrana - trochę jak zaślubiny...  Zaślubiny Jezusowi, prawdzie, odwadze, miłości.

Nadszedł czas, by przeżyć to z innej perspektywy. 


autor: Joanna, mama Soni

piątek, 16 stycznia 2015

Ratunku - komunia, czyli oryginalny pomysł na sukienkę

W ubiegłym sezonie córka pewnej znajomej szła do I komunii świętej. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie pomysł, który przy tej okazji zrealizowała. Wymyśliła, że... niech zresztą sama opowie:

"Ratunku... komunia!!! Ta myśl spędzała mi sen z oczu. Moja córka miała przystąpić do Pierwszej Komunii Świętej. No i co? No i masa pytań: gdzie przyjąć gości, jak wszystko zorganizować i w co ubrać dziecko, by nie wyglądało jak beza i by nie zapłacić za sukienkę majątku. 

Temat sukienki rozwiązała babcia, która wpadła na pomysł, by wykorzystać... moją suknię ślubną. Od dziesięciu lat wisiała w szafie i czekała na swoje drugie wyjście. To był ten moment! Z zapałem zabrałyśmy się do realizacji pomysłu. Odwiedziłyśmy znajomą krawcową, która z chęcią podjęła się zadania. I - udało się! W ciągu tygodnia powstała suknia komunijna, której koszt nie przekroczył 150 zł - całkiem nieźle, prawda? A efekt? Oceńcie sami. My byłyśmy bardzo zadowolone."
autorka: Kasia, mama Julii

poniedziałek, 3 listopada 2014

Z pamiętnika matki pierwszokomunijnej - odc. 1, 2014/15

Przygotowania do I komunii Soni trwają już od września. Na samym początku poruszony został temat strojów. Większość rodziców opowiedziała się za najprostszą i najtańszą białą albą. Proponowałam, żeby chociaż na pelerynce był wyhaftowany złoty krzyż, ale mój pomysł nie przyjął się niestety.
Tak mniej więcej wyglądał konkursowy różaniec  Soni
Zostały już także poświęcone różance do I komunii. Sonia wzięła udział w konkursie różańcowym i zrobiła swój własny (rysunek obok pokazuje jak mniej więcej wyglądał). Miałyśmy zamiar przygotować go z modeliny, ale okazała się tak twardym materiałem, że dałyśmy radę zrobić tylko 20 koralików, bardzo dużych i w kształcie... ślimaków. Resztę Sonia docięła z rurek po papierze toaletowym pokolorowanym na różowo. „Tajemnice” zrobiłam ja z pestek awokado. Wyszło nam dość ciekawe dzieło.
Zarezerwowaliśmy już także salę na rodzinny obiad. Wybór padł na najlepszy lokal w okolicy, a co! Załapaliśmy się jako ostatni, ktoś akurat zrezygnował. Sonia jest przeszczęśliwa, bo będą zabawy dla dzieci, dmuchany zamek, animatorzy, itp. Oprócz nas będą tam tego samego dnia jeszcze 4 inne przyjęcia  komunijne - dobrze ustawiony biznes :-)
Sonia chodzi do szkoły Montessori, w której stawia się na aktywność i samodzielność w działaniu. Nauka modlitw i reszta przygotowań do I komunii świętej jest zatem prowadzona tak, by zainteresować dzieci, zachęcić ich do samodzielnego eksplorowania tematu. Na razie odbywają się przygotowania do mszy, dzieci uczyły się o tym, jak przebiega ta część, podczas której spożywane są wino i chleb. Muszę przyznać, że pani prowadzi te lekcje w bardzo ciekawy sposób. Szkoda, że ja nie chodziłam do takiej szkoły...

Autorka tekstu: Joanna, mama Soni

niedziela, 13 kwietnia 2014

Czy wiecie... - odc. 11

Czy wiecie czym jest hostia?
Hostia to opłatek symbolizujący chleb, który podczas komunii zgodnie z wiarą katolików staje się ciałem Chrystusa. W kościele katolickim hostie robi się z niezakwaszonego ciasta (wypieka się je w ciągu 20 minut od zmieszania mąki z wodą). Nawiązuje to do ostatniej wieczerzy, podczas której Chrystus spożył przaśny chleb (macę) przed żydowskim świętem Paschy.

A czy wiecie, skąd wziął się symbol chleba spożywanego podczas komunii?
Pochodzi on ze Starego Testamentu (J 6,35: „Jam jest chleb życia”) i w takim sensie, według tradycji Nowego Testamentu, użył go Chrystus podczas ostatniej wieczerzy.


A kto wie, dlaczego komunia nazywana jest „ucztą baranka”?
Otóż w czasach starotestamentowych używano owiec jako zwierząt ofiarnych. Jezus odnosił baranka paschalnego do samego siebie. Jan Chrzciciel (ewangelia św. Jana) powiedział, wskazując na Jezusa: „Oto Baranek Boży” i te słowa wypowiada kapłan podczas komunii.

przygotowane na podst. artykułu z 2012 roku opublikowanego w serwisie mowimyjak.pl

piątek, 21 marca 2014

Czy wiecie... - odc 10



Czy wiecie, co oznacza symbol IHS, naszyty często na stroje komunijne? Otóż, pierwsi chrześcijanie mieli dwa symbole, które oznaczały przynależność do Jezusa – rybę i IHS. Wyraz ryba po grecku pisze się: ICHTHYS, a chrześcijanie z kolejnych liter tego wyrazu wyprowadzali wyznanie wiary: Iesou Christos Theouh Yios Soterion, czyli Jezus Chrystus, Boży Syn, Zbawiciel.
Historia symbolu IHS jest następująca: w Księdze Rodzaju (rozdz. 14) Abraham wygrał walcząc 318 ludźmi. Pierwsi chrześcijanie interpretowali liczbę żołnierzy Abrahama w sposób symboliczny. Po grecku liczbę 318 zapisuje się 18 + 300. Ponadto wszystkie liczby można przenieść na litery i odwrotnie. Połączenie cyfr 18 + 300 daje wyraz IH + T. Jezus Chrystus + Krzyż, czyli IHT. Taki znak obowiązywał do V lub VI wieku. Nie wiadomo, co sprawiło, że T zmieniono na S, ale już w VII wieku Justynian II miał na swoich monetach symbol IHS. IHS to zatem IH = Jezus Chrystus i S – tu możliwych wyjaśnień jest wiele. Jedno z najbardziej prawdopodobnych jest takie, że S, jak w symbolu ryby, oznacza Soterion, czyli Zbawiciel. Taki też był najprawdopodobniej cel zamiany T na S, by nie podkreślać już męki, ale zbawienie, które dokonało się na krzyżu. Współcześnie można też spotkać się z tłumaczeniem skrótu IHS jako Iesus Hominum Salvator, czyli Jezus Zbawiciel ludzi.











środa, 5 marca 2014

Z pamiętnika matki pierwszokomunijnej - odc. 5



Przyspieszenie

Mamy już marzec, a ja mam wrażenie, że pod względem przygotowań komunijnych „jestem w lesie”. W lutym była obowiązkowa msza dla dzieci, ale kazanie ksiądz wygłosił do rodziców. Bo to rodzice nie umieją zachowywać się w kościele, jak się okazuje. Oj, niedobrze, niedobrze... 
Do końca marca trzeba donieść do parafii zaświadczenie, że dziecko jest ochrzczone. Do końca kwietnia dzieci muszą zaliczyć wszystkie pozostałe modlitwy i pytania (Mały Katechizm). Wiadomo, każde uczy się w swoim tempie i zalicza w miarę możliwości czasowych. Strasznie tego dużo!
Miara do sukienki chociaż zdjęta! I koniecznie muszę w końcu zakręcić się w temacie restauracji i obiadu, bo postraszyła mnie właśnie jedna z mam, że mogę mieć już problem... Hmm... najwyżej przyjęcie zrobię w domu... Jeszcze kwestia prezentu - ciągle nie wiemy co to ma być. Rodzina zaczyna się pytać, a my prezentujemy "luzy decyzyjne". Z jednej strony nie chcę, żeby to był np. tablet, a z drugiej strony nie chciałabym, żeby Zuzia otrzymała złote łańcuszki, Biblie czy obrazki. Ech, ciężkie jest życie matki komunijnej...

środa, 12 lutego 2014

Już od rana pachniało kwiatami...



Zapraszamy do lektury wspomnień komunijnych dorosłej dziś wychowanki Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Dzieci Niewidzących w Laskach.

"Dzień 18 maja 1975 roku – jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu; w drewnianej kaplicy na terenie Ośrodka dla Dzieci Niewidzących, w środku lasu, wraz z kilkanaściorgiem dzieci, po raz pierwszy przyjęłam Komunię Świętą. Przygotowania do tego wydarzenia trwały kilka miesięcy. Przystępowałam do Komunii jako pierwszoklasistka, więc nie radziłam sobie jeszcze z czytaniem na tyle, by sama przygotować się do egzaminu z Katechizmu. Podobnie, jak wszystkie koleżanki z mojej klasy, zostałam powierzona starszej koleżance, która potrafiła już dobrze czytać i pomagała mi w przygotowaniach.
Sukienki na tę uroczystość cała grupa miała jednakowe; były szyte w szwalni internatu,
w którym mieszkałyśmy. Wianki ze świeżych kwiatów uwite przez każdą z mam, które wyjątkowo mogły przyjechać dzień wcześniej i przenocować w internacie, były jedyne w swoim rodzaju, bo „czuło się” w nich rękę i serce mamy, za którą na co dzień tęskniłyśmy.
 
Do każdego dziecka mogło przyjechać 5 osób z rodziny, do mnie przyjechało osiemnastu gości z Łowicza, moich rodzinnych stron. Jedna z moich ciotecznych sióstr przywiozła nawet łowicki strój i założyła go na Mszę Świętą i wspólne zdjęcie.
Dzień I Komunii był świętem Zesłania Ducha Świętego; już od rana pachniało kwiatami
z wianków, a także wszystkimi kwiatami i krzewami kwitnącymi w tym czasie przed kaplicą i stojącymi na Ołtarzu. Podczas Mszy Świętej koledzy czytali brajlem czytania, a ja z koleżanką śpiewałam psalm.
Po Mszy Świętej sala gimnastyczna internatu zamieniła się w domowy salon pełen wiosennej dekoracji, skąpanych w zieleni warzyw kanapek, zapachu ciast, a przede wszystkim serdeczności. Wszystko w tym dniu działo się dla nas: powitanie i życzenia siostry kierowniczki, kiedy przyszłyśmy już do internatu, koncert przygotowany przez starsze koleżanki po zakończonym śniadaniu.

Czas do obiadu każda z nas mogła spędzić tak, jak chciała, ze swoją rodziną. My poszliśmy na spacer do lasu. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy na Górze Ojca, która zimą była wspaniałym torem saneczkowym. Po bardzo uroczystym obiedzie i kolejnym rodzinnym spacerze, przyjechała grupa młodzieży (nie pamiętam już skąd) i wystawiła dla nas spektakl o Świętej Agnieszce – pamiętam, że zrobił na mnie duże wrażenie, mimo że nie był wyłącznie wesoły.
Dotychczas dzień I komunii św. jest dla mnie jednym z najważniejszych świąt w roku."




środa, 22 stycznia 2014

Z pamiętnika matki pierwszokomunijnej - odc. 4

Sukienka na wyciągnięcie ręki

Jesienią, kiedy trójki klasowe, czyli nasi reprezentanci, dokonali wyboru sukienek komunijnych dla dziewczynek z naszej parafii, ustalono, że w styczniu wszyscy będą mogli zobaczyć „na żywo” wybrane fasony. W ustalonym dniu firma szyjąca sukienki przyjechała do szkoły, by zaprezentować je z opcją dotknięcia, a nawet przymierzenia. Jednak… tłum rodziców i dzieci kłębił się już od samego wejścia na piętro, zaduch i pokrzykiwania matek skutecznie zniechęcały do zbliżenia się do sukienek. Punktem kulminacyjnym był moment, gdy weszła pewna bardzo „zatroskana mamusia” z córką i oznajmiła głośno: „Moja córka jest chora, ma ponad 39 stopni gorączki i MUSI przymierzyć sukienkę jako pierwsza”. Łokcie, pokrzykiwania...  i udało jej się! Kilku rodziców od razu uciekło ze swoimi pociechami, by nie złapać wirusa czy bakterii. A mi przez głowę przemknęło: „Dom wariatów”.

http://bamaxnet.pl/87-sukienka-z-karczkiem-z-gipiury.html
Czekałyśmy jakiś czas wśród pokrzykiwań i szturchańców, ale ostatecznie nie zobaczyłyśmy z bliska żadnej z sukienek.  Mimo próśb Zuzi, która bardzo chciała przymierzyć którąś z nich, wyszłyśmy ze szkoły bez podjętej decyzji. Zupełnie nie rozumiem tego szaleństwa i obłędu w oczach niektórych rodziców. My sukienkę wybierzemy na podstawie zdjęcia, albo podjedziemy do pracowni, w której sukienki są szyte i może uda się na spokojnie wszystko przymierzyć.

Miara ma być zdejmowana pod koniec stycznia, na każdą klasę przewidziane jest 30 minut. Mam nadzieję, że to będzie wystarczający czas, bo potem kolejne klasy w kolejce i – oby nie - kolejne przepychanki…

Byle do maja.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Z pamiętnika matki pierwszokomunijnej - odc. 3


Roraty, sukienki, zaliczenia

www.bamaxnet.pl

Grudzień nastał nie wiem kiedy, a w listopadzie było spotkanie dotyczące strojów. W naszej parafii chłopcy mają mieć czarne albo ciemne garnitury, a dziewczynki w pierwotnej wersji miały mieć alby. Okazało się jednak, że będą sukienki. Nie wiem skąd i dlaczego te zmiany, kto podjął decyzję, ale cóż... Trzeba akceptować rzeczywistość. W każdym razie najważniejsze, że firma szyjąca sukienki została wybrana i są 3 wzory sukienek do wyboru w ramach klas. A jedna bardzo mi się podoba! Ostatecznego wyboru modeli mają dokonać klasowe komitety komunijne. Oby wybrali moją faworytkę! Na razie nie myślę o całej tej „otoczce” związanej z mierzeniem i szyciem sukienki, bo nawet nie wiem, czy Zuzia będzie chciała ją założyć. Ale, wszystko przed nami.
Podczas listopadowego spotkania dostaliśmy też nowe zadanie przedkomunijne: dzieci (więc rodzice również) powinny być 2 razy na roratach. Roraty zaczęły się w grudniu i są odprawiane codziennie o szóstej rano. Dla dzieci są czwartki, wtedy przychodzi się na mszę z lampionami, a po mszy są pączki i ciepłe kakao. Zuzia zupełnie nie jest zainteresowana wstawaniem o piątej rano, żeby wybrać się do kościoła. Ja z resztą też :-). Za to młodsza córka rozważa roraty, bo jest fanką kakao i pączków. Pozostałe dzieci z klasy Zuzi też niespecjalnie garną się do tego „zadania”, więc jeszcze sprawdzimy, czy jest obowiązkowe.

Ciągle nie mamy rezerwacji w restauracji. Nie mam czasu się tym zająć. Nie byliśmy też jeszcze na żadnej obowiązkowej mszy w 1. niedzielę miesiąca. W grudniu będzie pierwsza. Mam nadzieję, że nikt nie prowadzi listy obecności…

Zuzia zaliczyła już większość modlitw i właśnie otrzymała nowe wyzwania: Mały Katechizm (pytania i odpowiedzi) i Spowiedź Święta – oczywiście do nauczenia się i zaliczenia. Córka połowy tematów nie rozumie, niełatwo jej to wszystko wytłumaczyć. W tym wieku dzieci nie są na to chyba jeszcze gotowe…